Las bambusowy i Góra Małp w Arashiyama

Kojarzycie okładki przewodników Lonely Planet o Japonii? Na jednej jest czerwony mostek, na innej góra Fuji… Moją uwagę przyciągnęła edycja z kobietą w czerwonym kimonie z czerwoną parasolką w ręku, która idzie przez fantastyczny, mega zielony las bambusowy… Od tamtej pory wiedziałam, że muszę zobaczyć to miejsce na własne oczy i… było to jedno z moich licznych rozczarowań w Japonii…  Mniej więcej takie jak impreza na sambodromie w Rio de Janeiro, o czym możecie przeczytać TU.

Las bambusowy

Ale wracając do tematu… Las bambusowy w Arashiyama, w zachodnim dystrykcie Kioto, to jedno z najsłynniejszych miejsc w Japonii. A jak miejscówka jest słynna, to wiadomo, że będzie tłoczno… Myślałam jednak, że nie wpłynie to jakoś na maxa na mój odbiór tego miejsca, ale okazało się, że można spacerować tylko wygrodzoną ścieżką, z setkami, jeśli nie tysiącami innych turystów, a bambusy, jak to bambusy… Ciekawe, egzotyczne drzewa, ale bez jakiegoś mega szału. Ewidentnie czułam niedosyt. Tym bardziej, że droga była naprawdę krótka. Czytałam, że warto udać się do świątyni Tenryū-ji, która sąsiaduje z parkiem Kizankōen, by zobaczyć ten las z innej perspektywy (wstęp kosztuje 500 jenów za zwiedzanie ogrodów + 300 jenów dodatkowo za zobaczenie wnętrza świątyni). Niestety nie mamy zdjęć, bo świątynia akurat była w remoncie 🙁 Ale niedaleko niej udało mi się wejść w bambusy 🙂

A to już na głównej drodze…

Jak widzicie udało nam się znaleźć bardziej bezludne moment, ale na zdjęcie jak z okładki nie było co liczyć 🙂
A wspomniana okładka wygląda tak 🙂

Kiedy wyszliśmy z lasu po prawej stronie zobaczyliśmy tłum Chińczyków i Japończyków, którzy robili czemuś zdjęcia. Wydłużali obiektywy, wyrażali zachwyt, robili mnóstwo ujęć. Wyobrażałam sobie coś mega niesamowitego. Przyspieszyłam kroku i kiedy udało mi się podejść jak najbliżej zobaczyłam to…

Czy widok wart był aż takich zachwytów…  jak dla mnie nie, ale zdjęcie zrobiłam na pamiątkę i ruszyliśmy dalej. Na górę małp.

Iwatayama Monkey Park

On również przyciąga mnóstwo Japończyków i zagranicznych turystów, ale już nie jest w nim tak tłoczno. Podobnie jak las bambusowy znajduje się pół godziny drogi od centrum Kioto. Mieszka tam ok. 140 małp – makaków japońskich, inaczej „małp śnieżnych”. Nazwano je tak z uwagi na to, że teren, na którym żyją przez dużą część roku pokryty jest śniegiem. Nic dziwnego, że makaki uwielbiają wygrzewać się w gorących źródłach 🙂 Co ciekawe, każda z nich ma swoje imię 🙂

Po zapłaceniu ok. 600 jenów za wstęp do Parku Małp Iwatayama można udać się na górę. Stoi tam wielka klatka. Jednak nie znajdują się w niej małpy tylko… ludzie 🙂 Kiedy już weszliśmy do środka mogliśmy nakarmić je bananami. Na szczęście klatka została tak skonstruowana, że można to robić bezpiecznie. Po drodze widzieliśmy sporo tablic z informacjami, że nie można karmić małp poza klatką. Tylko w niej panowały ku temu odpowiednie warunki. Przestrzegano nas też przed głaskaniem ich i patrzeniem im w oczy.

A taki widok na Kioto mają małpy, i nie tylko 🙂

W drodze powrotnej przeszliśmy przez największą atrakcję Arashiyamy – most Togetsukyo, co oznacza „księżyc przechodzący przez most”. Nie wydał nam się ciekawy, dlatego mamy tylko takie zdjęcie.

Zdecydowanie bardziej spodobał się nam ten obrazek 🙂

Czy żałuję tej wycieczki? Nie. Cieszę się, że mogłam na własnej skórze przekonać się jak jest w tym najsłynniejszym lesie bambusowym, a na Górze Małp bardzo nam się podobało. Nigdy wcześniej nie mieliśmy możliwości tak bliskiego obcowania z makakami 🙂