fbpx

Ko Phi Phi Island – raj, który zamienia się w śmietnik…

Turkusowa, krystalicznie czysta woda, pod powierzchnią której szybko można zobaczyć mnóstwo kolorowych, tropikalnych rybek, piękne plaże i świetne widoki – tak w skrócie można opisać Phi Phi Island. Jednak ma ona też swoje drugie oblicze…

Ale od początku… Po kilku dniach spędzonych w Bangkoku chcieliśmy już odpocząć od zgiełku miasta. A, że jestem fanką Leo zdecydowaliśmy się popłynąć na wyspę Ko Phi Phi Don, by stamtąd udać się na Phi Phi Leh. To właśnie tam znajduje się Maya Beach – słynna niebiańska plaża z filmu Danny’ego Boyle’a (o naszym rozczarowaniu możecie przeczytać TU).

Dojazd

Na Koh Phi Phi Don przypłynęliśmy promem z Phuket (są też regularne połączenia promowe) z Ko Lanty, Krabi i Ao Nang.

Nocleg

Do naszego noclegu dostaliśmy się wodną taksówką.

Zatrzymaliśmy się w spokojnej okolicy Long Beach w HIP Seaview Resort, który położony jest dosłownie minutę spacerem od plaży…. ALE znajduje się na szczycie wzgórza i można dostać się do niego wyłącznie schodami… Na szczęście plecaki mogliśmy przetransportować taką windą:

Pomimo tego, po wdrapaniu się na górę uznałam, że na szczycie schodów powinien ktoś czekać ze szklanką wody, a najlepiej litrową butelką 🙂 Szybko uzgodniliśmy, że tak musimy sobie ustawić harmonogram, żeby tę trasę pokonywać tylko raz dziennie…

Na szczęście na Ko Phi Phi zamierzaliśmy spędzić tylko trzy dni. Co prawda widok przy śniadaniu wynagradzał trud…

ale i tak resztę posiłków spożywaliśmy w sąsiednim Viking Nature Resort, który był zdecydowanie bardziej klimatyczny.  

Nasz pobyt na tej wyspie mogę streścić w kilku zdaniach 🙂 Pierwszego dnia dopłynęliśmy na miejsce i zjedliśmy kolację w naszym resorcie. Dobrze zapowiadający się ananas z krewetkami okazał się baaardzo marny w smaku. Następnego dnia udaliśmy się na wycieczkę, w trakcie której odwiedziliśmy m.in. Maya Beach i Bamboo Island. Kolejnego dnia byłam tak poparzona słońcem, że poszliśmy tylko na targ po długą, przewiewną tunikę.

Wracałam już w takim stroju:

Ludzie pytali Grzesia czy jestem muzułmanką. Pozbywali się chyba tej myśli gdy nagle odkrywałam całe nogi by powachlować się sukienką 🙂 Dopiero gdy słońce zaszło udaliśmy się „do miasta” na kolację (tłoczno, gwarno, mega komercyjny klimat). A nazajutrz ledwo założyłam na poparzone plecy 15 kg plecak i ruszyliśmy na Ko Phangan 🙂

A póki co, jeszcze kilka słów o Ko Phi Phi Don…

Znajduje się w prowincji Krabi u wybrzeża Morza Andamańskiego. Razem z pięcioma innymi wyspami: Ko Phi Phi Leh (na której znajduje się właśnie słynna niebiańska plaża), Mai Phai, Ko Yung, Bida Nok i Bida Nai, tworzą archipelag o powierzchni 388 km2 , ale tylko 65 km2 to stały ląd. Resztę stanowią skały wapienne, porośnięte gęstym lasem tropikalnym.

Ko Phi Phi Don to jedyna z wysp archipelagu Ko Phi Phi zamieszkała na stałe. Jednak mieszka na niej tylko ok. 2 500 lokalsów. Jest też największa, ma ok. 13 km². Składa się z dwóch wapiennych, pokrytych bujną roślinnością, skał, które są połączone wąskim przesmykiem z piaszczystymi plażami po obu stronach. To sprawia, że właśnie ta wyspa uważana jest za jedną z najpiękniejszych w całej Tajlandii. A co za tym idzie jest też najczęściej odwiedzana. Nic dziwnego: turkusowa, krystalicznie czysta woda, pod powierzchnią której szybko można zobaczyć mnóstwo kolorowych, tropikalnych rybek, piękne plaże i świetne widoki – tak w skrócie można opisać wyspę. Ale ma ona też swoje drugie oblicze…

Przedstawiciele branży turystycznej szybko wyczuli, że można na niej zarobić. Na szczęście te wszystkie bungalowy, hotele, knajpy, dyskoteki, biura podroży i zakłady fryzjerskie nie zniszczyły do końca dziewiczego uroku wyspy. Z pewnością kluczową rolę odegrało tu ukształtowanie terenu. Ko Phi Phi Don jest górzysta, dzięki czemu nie ma na niej żadnych dróg i nie jeżdżą po niej samochody ani skutery.

Raj zamieniający się w śmietnik

Niestety TŁUMNIE przyjeżdżający na wyspę turyści pozostawiają na plażach mnóstwo potłuczonych butelek, puszek po piwie, niedopałków i plastikowych torebek… Przykry był też widok ścieków trafiających wprost do morza i mieszających się z tą piękną, turkusową wodą… 🙁 Ostatnio czytałam, że na Ko Phi Phi w sezonie produkuje się aż 40 ton śmieci! Zaznaczam, że wyspa ma niecałe 13 m²…

Na koniec krótka ciekawostka/przypomnienie…

Wyspy Ko Phi Phi w niektórych miejscach wyglądają jak prawdziwy raj na ziemi. Warto jednak pamiętać, że ten raj szybko może zamienić się nie tylko w śmietnik, ale też w piekło… Co miało miejsce w 2004 roku, gdy w wyniku tsunami zginęło 850 osób, głównie turystów… Oczywiście nie trzeba od razu zakładać najgorszego, ale lepiej mieć to na uwadze.

Ale, żeby nie kończyć tego tekstu niemiłym akcentem…

Ciekawostka: człowiek-taksówka

Jeśli będziecie mieli do przeniesienia coś ciężkiego możecie poprosić o pomoc człowieka-taksówkę z dużym takso-wózkiem. Na szczęście nie dostarczycie mu za dużo wysiłku, bo odległości na wyspie są niewielkie. Prawie wszystkie bungalowy, bary i restauracje są w zatoce Ton Sai na powierzchni 1 km².