12 atrakcji na Martynice

Na Martynikę polecieliśmy na przełomie października i listopada, czyli w porze deszczowej – to była spontaniczna decyzja. Zobaczyłam promocję i po prostu namówiłam Grzesia, żebyśmy jak najszybciej kupili bilety: „bo zaraz nam wszystkie wykupią, szybko!!!!” 🙂 Później nabyliśmy płaszcze przeciwdeszczowe i stwierdziliśmy: „Ahoj, przygodo!” 🙂

Na szczęście dosyć gwałtowne burze były krótkotrwałe, a po deszczu szybko wychodziło słońce. Z resztą cały czas było bardzo ciepło, ubrania wysychały w oka mgnieniu, a te opady za każdym razem przynosiły ukojenie po dłuższym czasie spędzonym w upale. Poza tym, gdyby nie pora deszczowa, nie zaznalibyśmy ekscytującej kąpieli w Morzu Karaibskim w trakcie mega ulewy 🙂

Gdy będziecie kiedyś w takiej sytuacji, pamiętajcie – w wodzie jest zdecydowanie cieplej. Oczywiście, gdy jest to burza z piorunami pod żadnym pozorem nie wchodźcie do wody i starajcie się jak najszybciej dotrzeć łódką do brzegu.

PS. Płaszczy przeciwdeszczowych nie założyliśmy ani razu 🙂

Co można zobaczyć na Martynice?

1. Les Gorges de la Falaise

Największe wrażenie zrobiły na mnie wąwozy klifowe Les Gorges de la Falaise. Wyobraźcie to sobie: wędrówka w sercu dżungli, schodzicie w dół po stromych, drewnianych schodkach wśród śpiewających ptaków… Później idziecie wzdłuż rzeki osadzonej między dwoma ogromnymi klifami. Bujna, tropikalna roślinność dookoła. Bliskość natury dosłownie oszałamia…

W trakcie tego „spaceru” czujecie się jak Indiana Jones 😉 Słowo „spacer” celowo zapisałam w cudzysłowie, bo w drodze wchodzicie w coraz węższe szczeliny, w coraz głębszą wodę, skaczecie z wodospadu… Niesamowita przygoda! To miejsce tak mnie zachwyciło, że zdecydowałam się poświęcić mu osobny tekst. Więcej możecie przeczytać TU.

2. Grande Anse des Salines

Długa plaża bez kamieni, piękne palmy, turkusowa woda, małe restauracje serwujące dania lokalnej kuchni i… na niektórych odcinkach tłumy ludzi, kłopot z parkowaniem i wszechobecny zapach grilla z pobliskich knajp.

Pocztówkowe zdjęcia

Mimo wszystko to nadal najpiękniejsza plaża na wyspie. To na niej można zrobić pocztówkowe zdjęcia, jak na przykład te:

Jednak, żeby była jasność, takie widoki są tylko pod warunkiem ładnej pogody. Gdy nie dopisze, zdjęcia są takie:

3. Wulkan Montagne Pelée

Niestety ze względu na ścianę deszczu tego dnia i nieprzeniknione chmury musieliśmy zrezygnować z wejścia na szczyt. Jeśli jednak Wy traficie na odpowiednią pogodę, powinniście skorzystać z okazji. Jest tam wiele punktów, gdzie trzeba się wspinać, ale podobno nie ma z tym jakiegoś dramatu, a widok na całą wyspę może zrekompensować Wam wszelkie trudny. Pamiętajcie tylko, żeby zabrać ze sobą wystarczająco dużo żywności, wody i… energii 🙂

Erupcja i jeden (?) ocalony

W 1902 roku erupcja jednego z kraterów spowodowała śmierć prawie 30 tysięcy mieszkańców Saint-Pierre. Słyszałam różne wersje, co do liczby ocalonych: jedna lub trzy. W każdym razie na pewno przeżył Louis-Auguste Cyparis – młody, kreolski robotnik, który za bójkę dzień wcześniej trafił do aresztu.

A wszystko przez politykę…

W tym czasie odbywały się wybory i władze poinformowały mieszkańców o niebezpieczeństwie dwa dni później niż powinny, kiedy już nie było czasu na ewakuację.

Tak to miejsce wygląda obecnie:

4. Les Anses-d’Arlet

Na tą niewielką, malowniczą miejscowość trafiliśmy przez przypadek. Zorientowaliśmy się, że warto się zatrzymać, gdy zobaczyliśmy St. Henry Catholic Church znany nam z pocztówek 🙂 Ten kościół nie tylko jest piękny w środku i na zewnątrz, ale też mieści się w fantastycznej scenerii. Bezpośrednio przy molo, z którego zrobiliśmy takie popularne, pocztówkowe zdjęcie:

Okolica spodobała nam się na tyle, że zostaliśmy w końcu kilka godzin. Muszę przyznać, że nieźle odpoczęliśmy na tamtejszej spokojnej plaży z malowniczym widokiem na miasteczko.

5. Destylarnia Habitation Clement

Na Karaibach rum jest wszędzie. W każdym sklepie i chyba wszystkich knajpach. Kosztuje stosunkowo niewiele i ma mnóstwo odmian. Ja nigdy wcześniej nie lubiłam rumu. Przekonałam się do niego dopiero na tarasie u pewnej Niemki, u której zatrzymaliśmy się w trakcie pobytu na Martynice. Wcześniej nigdy nie pomyślałabym, że z poznaną w samolocie kobietą w wieku mojej mamy spędzę później wiele, wiele godzin i wypiję jeszcze więcej szklaneczek rumu, a właściwie mooorze rumu 🙂

Uwielbiałam te drinki z dużą ilością cytryny i soku z trzciny cukrowej, które przygotowywała Izabel. To była jej autorska wersja słynnego Rum Punchu. A jej mąż, Kreolczyk z krwi i kości i z dziada, pradziada, przygrywał nam na saksofonie piękne jazzowe kawałki. Kiedyś opiszę tę historię 🙂

Wracając do tematu 🙂 – Destylarnia Habitation Clement

Na Martynice jest mnóstwo hektarów plantacji trzciny cukrowej i destylarnie. My udaliśmy się do Habitation Clement, gdzie zwiedziliśmy fabrykę, dom kreolski i inne pomieszczenia. Na terenie destylarni znajduje się także tropikalny ogród botaniczny z kolekcją palm, wystawa sztuki lokalnej oraz sklep z setką rodzajów rumu i darmową degustacją. Za pół litrową butelkę trzeba było zapłacić od 5 euro wzwyż. My kupiliśmy rum kokosowy, by potem w domu wypić go z mlekiem i kostkami lodu 🙂

Nie byliśmy w innych destylarniach, ale ta na pewno jest godna polecenia. Zapewnia sporą dawkę atrakcji, widoków, smaków i wiedzy o rumie.

Praktyczne informacje:

Godziny otwarcia:

Codziennie, 365 dni w roku, od 9:00 do 18:30. Najpóźniej można wejść o 17:30.

Ceny:

– Dorośli: 13 euro

– Dzieci/młodzież (od 7 do 17 lat): 8 euroL

Więcej info.:

http://www.fondation-clement.org/#habitation

6. Banana Museum (Le Musée de la Banane)

Czy wiedzieliście, że banan jest trawą, a na jedną kiść składa się około 100 bananów? Albo, że najdłuższy banan rośnie do około 50 cm, a drzewo bananowe potrzebuje od 15 do 20 litrów wody dziennie? Te i inne ciekawostki poznaliśmy w muzeum banana 🙂 Dowiedzieliśmy się w nim wszystkiego o pochodzeniu bananów, poznaliśmy ich historię, przeczytaliśmy o tym, jak zmieniły się pod wpływem człowieka. Zobaczyliśmy też mnóstwo rodzajów bananów uprawianych na terenie muzeum: żółte, zielone, czerwone, długie, kanciaste, pękate, deserowe, do gotowania, smażenia, pieczenia, do wyboru do koloru 🙂

Do nas dociera najczęściej jeden gatunek banana, ten który jest najtrwalszy i przetrwa ok. 10-dniową podróż do Europy. Dlatego nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jak wiele jest rodzajów tej owoco-trawy 🙂


Plantatorzy zakładają na kiście foliowe worki, aby chronić owoce przed szkodnikami.

Bananowy ketchup

W cenie biletu można spróbować różnych rodzajów bananów. Przepyszne były małe, pękate, które w smaku przypominały… jabłko 🙂 W kolorowych domkach przy wyjściu można kupić różne produkty z bananów, np. wino, mąkę, powidła. My kupiliśmy bananowy ketchup 🙂

Praktyczne informacje:

Godziny otwarcia:

Codziennie, 365 dni w roku, od 9:00 do 16:30.

Ceny:

– Dorośli: 7 euro

– Dziecko (od 6 do 12 lat): 5 euro

Więcej info.:

http://museedelabanane.fr/home-2/

7. Château Dubuc

Na Martynice zobaczyć można też m.in. ruiny zamku Château Dubuc, wspaniałego dawnego domu bogatej rodziny Dubuców, właściciela półwyspu Caravelle w XVIII wieku. Otoczone są one resztkami ich rozległej cukrowej rafinerii. W tym miejscu można zapoznać się z historią przemysłu, który działał na wyspie, od mielenia surowej trzciny do wysyłki melasy z doku plantacji. Dzięki innowacyjnej mapie, która aktywuje bezpłatny przewodnik audio usłyszeliśmy (w języku angielskim), co dokładnie działo się, w którym miejscu 🙂

8. Diamond Rock (Rocher du Diamant)

Niedaleko miasta Le Diamant, a w zasadzie trzy kilometry od południowego wybrzeża Martyniki, widać Diamond Rock. Jest to bazaltowa skała wielkości 250 na 300 metrów, wystająca z morza na wysokość 175 metrów.

W czasie wojen napoleońskich w 1804 roku wyspę zajęli Brytyjczycy,
zarejestrowali skałę w Royal Navy jako statek HMS Diamond Rock i założyli na niej bazę wojskową ze stuosobowym garnizonem i pięcioma armatami.

Przez rok i 5 miesięcy miesięcy działania brytyjskiego oddziału stanowiły przeszkodę dla francuskiego transportu morskiego między Martyniką a Saint Lucią. Wyspę zajął dopiero admirał Pierre de Villeneuve z pomocą francusko-hiszpańskiej floty 16 okrętów.

Dziś ten wulkaniczny kopiec jest jednym z najlepszych miejsc nurkowych na wyspie.

9. Surfing

Jak przystało na Karaiby, również na Martynice miłośnicy surfingu mogą znaleźć kilka ciekawych miejsc. W północnej części wyspy podobno warto wybrać się do Basse-Pointe, La Lorrain i Anse Bonevile Beach. My jednak byliśmy na półwyspie Caravelle, a dokładnie na Cocoa Beach, niedaleko Tartane. Na półwyspie znajduje się wiele plaż i rozbudowane zaplecze dla surferów. Dodatkowo, odwiedzając to miejsce można zobaczyć, pamiętający czasy kolonialne, zamek Château Dubuc, czy skorzystać z jednej z wielu ścieżek turystycznych. Wieczorem udaliśmy się do jednej z restauracji w Tartane, gdzie serwowane są świeżutkie owoce morza.

10. Zoo de Martinique – Habitation Latouche

Poszliśmy tam trochę z braku laku, bo była marna pogoda na plażowanie, a mieliśmy wrażenie, że widzieliśmy już to co warto. Zoo położone jest na północno-zachodnim wybrzeżu wyspy, pomiędzy Le Carbet i Saint-Pierre. Spotkacie tam dzikie gatunki zwierząt pochodzących z czterech zakątków świata: Australii, Afryki, a także centralnej i południowej Ameryki. Idąc drewnianą ścieżką i przechodząc przez wiszące mosty, można zobaczyć m.in. jaguary, pumy, lorysy, mrówkojady i szopy.

Zoo jest zbudowane na terenie „gospodarstwa”, które zostało zniszczone podczas erupcji wulkanu. Pozostałości Habitation Latouche, położone w sercu doliny, są dowodem bogatego dziedzictwa Martyniki. Oprócz zoo można zwiedzić główny dom i jego otoczenie: ruiny, młyn i muzeum piratów.

Praktyczne informacje:

Godziny otwarcia:

Codziennie, 365 dni w roku, od 9:00 do 18:00. Sugerowany czas pobytu to 1-2 godziny, dlatego najpóźniej można wejść o 16:30.

Ceny:

– Dorośli: 15,50 euro, czyli ok. 65 zł

– Dzieci (od 3 do 12 lat): 9 euro, ok. 40 zł

– Dzieci poniżej 3 lat: za darmo

– Bilet łączony Zoo de Martinique + Ogród botaniczny Balata kosztuje 26 euro, ok. 110 zł od osoby.

Więcej info.:

https://www.zoodemartinique.com/english

11. Ogród botaniczny Balata

Do tego ogrodu nie zdążyliśmy, ale słyszeliśmy, że to doskonałe miejsce na poznanie lokalnej flory. W parku można przejść się podniebną ścieżką czy zobaczyć kolibry, których jest tu bardzo dużo.

Praktyczne informacje:

Godziny otwarcia:

Codziennie, 365 dni w roku, od 9:00 do 18:00. Najpóźniej można wejść o 16:30.

Ceny:

– Dorośli: 14 euro, czyli ok. 60 zł

– Dzieci (od 3 do 12 lat): 8 euro, ok. 35 zł

– Dzieci poniżej 3 lat : za darmo

Bilet łączony Zoo de Martinique + Ogród botaniczny Balata kosztuje 26 euro, ok. 110 zł od osoby.

Lokalizacja:

Route de Balata, Fort-de-France 97234, Martynika

Mapa

Więcej info.:

https://www.jardindebalata.fr/welcome

12. Przejażdżka łódką po Morzu Karaibskim

Ta atrakcja była świetna 🙂 Ja akurat skorzystałam z zaproszenie Isabel, u której się zatrzymaliśmy, ale na miejscu można znaleźć sporo firm oferujących takie atrakcje.

Podsumowując…

jak widzicie ta niezbyt popularna karaibska wyspa, ma do zaoferowania coś więcej niż tylko wypoczynek na białym piasku i kąpiel w turkusowej wodzie. Jednak muszę przyznać, że nie jestem jakoś na maxa zadowolona z tego urlopu. Poza niektórymi atrakcjami czułam się tam jak w Europie. Nie bez znaczenia były również wysokie ceny (przykładowo – woda 1,5l kosztowała 8-10 zł). I nie po to wyjeżdżam na urlop, żeby stać w korkach…

Ten wyjazd z pewnością uratowała wędrówka po Les Gorges de la Falaise i wspaniały czas spędzony na dużym tarasie, z widokiem na Morze Karaibskie, u Izabel i Rogera, gdzie przy dźwiękach saksofonu ze szklaneczką rum punchu w dłoni, mogłam choć trochę poznać kulturę kreolską i dowiedzieć się jak żyją lokalsi.

Widok z tarasu i Isabel i jej łódka 🙂
Taras Isabel 🙂

Na koniec jeszcze kilka zdjęć z Martyniki: