Absolutny sztos – Iguazu Falls

Grześ twierdzi, że jestem ignorantką w podróży, ponieważ mało jest miejsc, które potrafią wprawić mnie w zachwyt. Byłam rozczarowana uwielbianym Nowym Jorkiem, Tokio czy Osaką… Jednak kiedy zbliżyłam się do barierki przy Garganta del Diablo, zobaczyłam hektolitry spadającej wody i poczułam potęgę tego żywiołu, zdołałam wydusić z siebie tylko – „niesamowite!”.

Nagle usłyszałam po polsku: „prawda?”. W tym momencie ucieszyłam się, że nie wyrwało mi się żadne siarczyste „ja pierdolę”… Jak się później okazało, obok mnie stała grupa Polaków, którzy wracali ze wspinaczki na Aconcaguę (najwyższy szczyt Andów) i przed powrotem do domu chcieli zobaczyć jeszcze tzw. Wielką Wodę.

Wodospady Iguazu

A jest co oglądać, ponieważ Wodospady Iguazu są dwa razy wyższe i dwa razy szersze (ok. 2 km) od Wodospadu Niagara. Podobno Eleonora Roosevelt, kiedy je zobaczyła, stwierdziła: „Poor Niagara” 🙂 Olbrzymie masy wody 275 różnych wodospadów spadających z hukiem w 80-metrową przepaść do rzeki Rio Iguazu robią niesamowite wrażenie! Nie bez powodu należą do Siedmiu Nowych Cudów Natury. Znajdują się na granicy argentyńsko-brazylijskiej na terenie Parku Narodowego rzeki Iguazu. Obejmuje on również dziewicze lasy deszczowe z unikalną florą i fauną, której spora cześć jest niestety obecnie zagrożona. Możecie tam zobaczyć m.in. jaguary, tapiry, tukany, kajmany i przepiękne kolorowe motyle.

Jeśli nie wiecie, z którego państwa lepiej podziwiać wodospady Iguazu, nie zastanawiajcie się dłużej tylko… zobaczcie z obydwu 🙂 Skoro już znaleźliście się w tym miejscu, szkoda pozbawiać się którejkolwiek opcji, ponieważ każda z nich daje inną perspektywę i ma do zaoferowania zupełnie różne wrażenia.

Po stronie argentyńskiej

można nie tylko zobaczyć wodospady z bliska i doświadczyć ich siły, ale też poczuć je dosłownie na własnej skórze 🙂 Po tej stronie jest lepsza infrastruktura. Można spacerować po metalowych kładkach bezpośrednio nad wodospadami

oraz dojść prawie do samego punktu kulminacyjnego: Garganta del Diablo (inaczej: Gardło Diabła, Czarcia Gardziel).

Dostępne są dwie trasy. Górna prowadzi nad kaskadami, jest płaska i nie powinna stanowić problemu dla osób niepełnosprawnych.

Natomiast Dolna, pozwoli Wam zobaczyć wodospady z bliska i poczuć je na własnej skórze 🙂

Później możecie zejść niżej, by zobaczyć je z pewnej perspektywy.

Pontonem pod wodospad – baaardzo polecam!!!

Jeśli dopisze Wam szczęście i poziom wody nie będzie zbyt wysoki, będziecie mogli popłynąć pontonem, po mocno wzburzonej rzece, najpierw pod wodospad San Martin, a później pod Salto Tres Mosqueteros.

W pewnym momencie pan z obsługi każe Wam schować aparaty do specjalnych wodoodpornych worków i krzyknie „now shower”. Wtedy kapitan zacznie przyspieszać, robić gwałtowne zwroty, a w końcu -utrzymując ponton prostopadle do fali – podpłynie prawie pod spadające ściany wody! Gdy poczuliśmy ten żywioł natury, dosłownie zaparło nam dech w piersiach. Nie wiem czy z emocji, niesamowitego widoku, kłębów pary wodnej, mniejszej ilości tlenu czy z wszystkiego naraz 🙂 To zdecydowanie było niezapomniane przeżycie. Taka atrakcja jest dodatkowo płatna – ok. 990 peso (ok. 100 zł). Bilet wykupcie przy wejściu do Parku. My wybraliśmy sobie też godzinę, o której chcieliśmy wypłynąć.

Uwaga na małpy i coati

W trakcie spaceru spotkacie małpy. Jednak bądźcie ostrożni. Gdy ja zobaczyłam tę:

ucieszyłam się – „Grześ, zobacz, małpka się do nas uśmiecha…”.

– „Ona się nie uśmie…” Grześ nie zdążył nawet dokończyć zdania, bo małpka już szykowała się do ataku i musieliśmy szybko wziąć nogi za pas 🙂

Uważajcie też na quati, coati, a po polsku ostronosy. Nie dajcie się zwieść
ich uroczym, długim pyszczkom…

Ostronosy są bardzo podstępne i niebywale bezczelne 🙂 Raczej nie atakują bez powodu, ale kiedy wyczują jedzenie, potrafią dosłownie wskoczyć na stolik i rzucić się na nie, dlatego nie powinniście ich karmić, ani nawet jeść w ich obecności. Jednak nie jest to łatwe, bo zwykle są właśnie tam, gdzie jest pożywienie… Bądźcie też czujni, ponieważ w tłumie turystów, chcących sfotografować je z bliska, mogą ugryźć lub podrapać swoimi długimi i ostrymi pazurami.

Natomiast po stronie brazylijskiej

zobaczycie panoramiczne krajobrazy i wodospady w całej okazałości, a także Garganta del Diablo z bliska. Przy wejściu do Parku można wykupić dodatkowe atrakcje np. pieszą wycieczkę przez dżunglę lub pływanie kajakiem po rzece. Na trasie znajduje się sporo platform widokowych, z których będziecie mogli podziwiać wodospady.

Zwieńczeniem zwiedzania jest najwyższy punkt wodospadów, czyli Garganta del Diablo, który po stronie brazylijskiej zobaczycie z dołu. Po dotarciu do budynku z dwoma piętrami platform trzeba wjechać windą. Platformy znajdują się dosłownie na wyciągnięcie ręki od wodospadu, dlatego warto założyć płaszcz przeciwdeszczowy 🙂

Kiedy przyjechać?

Zdecydujcie sami, ponieważ w klimacie tropikalnym raczej nie ma idealnej pory. Podobno na najbardziej spektakularne widoki i wrażenia można liczyć w porze deszczowej, czyli od listopada do marca. Wtedy ilość spadającej wody dochodzi do niewyobrażalnych granic i osiąga pułap 12 750 m3 na sekundę! W drugiej części roku jest sucho, jednak może być nawet 40 stopni. My byliśmy w lutym. Temperatury były niższe, ale musieliśmy być przygotowani na opady deszczu. Na wielu zdjęciach zobaczycie też pochmurne niebo, co jednak wpływa na kolory i odbiór fotografii, ale z racji tego, że nie chcemy przekłamywać rzeczywistości, przy każdej z czystym sumieniem możemy postawić #nofilter 🙂 Bez względu na porę wyjazdu, koniecznie zróbcie sobie niezbędne szczepienia i poczytajcie o profilaktyce zdrowotnej, np. tutaj: https://www.medycynatropikalna.pl/info/25/szczepienia

Gdzie spać?

Po stronie argentyńskiej możecie zatrzymać się w Puerto Iguazú. W tym małym, głośnym miasteczku pełnym turystów, barów i hosteli, i w jego okolicach, czekają na Was takie atrakcje jak: Hito de Tras Fornteras, miejsce, z którego widać trzy kraje: Argentynę, Brazylię i Paragwaj, kopalnie Wanda, wioski aborygenów i park orchidei. Miasteczko położone jest zaledwie 17 kilometrów od wodospadów.

My zatrzymaliśmy się po stronie brazylijskiej, w Foz do Iguaçu. Zachęciły nas zdecydowanie niższe ceny i fakt, że miasto to uznawane jest za jedno z najbezpieczniejszych w Brazylii 🙂 Ale jak już wspomniałam w tekście o Bangkoku, bądźcie czujni gdziekolwiek nie będziecie, ponieważ wszelkiego rodzaju napaści mogą zdarzyć się wszędzie. W głównej części miasta znajdują się hostele, dyskoteki oraz puby. Jeśli jednak chcecie zaznać ciszy i spokoju, możecie zatrzymać się na obrzeżach. Decyzja należy do Was 🙂 

Jak dojechać?

Po stronie argentyńskiej, z Puerto Iguazu, pomiędzy 7:20 a 19:20 kursują autobusy firmy Rio Uruguay. W stronę miasta wracają pomiędzy 7:15 a 20:15. Jeżdżą co 20 minut. Koszt biletu w dwie strony to 130 peso od osoby, czyli ok. 13 złotych. 

Pamiętajcie, żeby na granicy wysiąść z autobusu zarówno po stronie brazylijskiej, jak i argentyńskiej, żeby wbili Wam pieczątkę do paszportu na dowód, że opuściliście terytorium Brazylii, a później, że jesteście już w Argentynie. W drodze powrotnej też weźcie obydwie pieczątki. Nie słuchajcie nikogo, kto będzie twierdził, że nie ma takiej potrzeby, żebyście nie mieli później problemu z opuszczeniem danego kraju (słyszeliśmy takie historie). W paszporcie musi być porządek 🙂

Przy samym wejściu do Parku jest mała stacja. Możecie z niej przejechać kilkaset metrów pociągiem do stacji głównej, skąd odjeżdża pociąg do Garganta del Diablo. Polecam jednak pokonanie tej trasy pieszo, ponieważ przyjeżdżając z małej stacji przy wejściu będziecie musieli wysiąść z pociągu i stanąć na końcu bardzo długiej kolejki. Zdecydowanie szybciej dojdziecie pieszo, a spacer jest naprawdę krótki i przyjemny.  

Po stronie brazylijskiej nie tylko nocleg będzie tańszy, ale też dojazd do wodospadów. Do Parku kursuje bezpośredni miejski autobus o numerze 120, który odjeżdża np. z przystanku na przeciwko McDonald’s. Bilet dla jednej osoby kosztuje 3,45 reale, czyli ok. 3 złote. Po niecałej godzinie trzeba wysiąść na ostatnim przystanku. Autobusy kursują dosyć często.

Co ze sobą zabrać?

– wodę (jeśli Wam zabraknie, to krany z wodą pitną znajdują się na terenie całego Parku przy toaletach, a także w niektórych miejscach przy trasie);

– jedzenie (możecie też kupić na miejscu, np. zestaw obiadowy kosztuje ok. 200 peso (ok. 20 zł), a kanapka na ciepło 75 peso (ok. 7,50 zł). Na terenie Parku możecie zrobić sobie piknik. My zawsze mamy przy sobie różnego rodzaju orzechy, płatki ryżowe, pestki słonecznika, jeśli da radę, to jeszcze banany);

– spray na komary;

– krem z wysokim filtrem UV;

– aparat i/lub kamerę, żeby uwiecznić to miejsce na zdjęciach w wysokiej rozdzielczości + wodoszczelne opakowanie;

– czapkę z daszkiem albo kapelusz;

– okulary przeciwsłoneczne.

Godziny otwarcia

Po stronie argentyńskiej: codziennie przez cały rok, w godzinach 8:00-18:00. Ostatnie wejście możliwe jest przed 16:30, jednak jak dla mnie to zdecydowanie za późno.

Po stronie brazylijskiej: codziennie przez cały rok, w godzinach 9:00-17:00. Nie było informacji kiedy jest możliwe ostatnie wejście, ale na wszelki wypadek byłabym na Waszym miejscu max o 15.

Ceny:

Po stronie argentyńskiej:

– Dorośli i dzieci powyżej 12 lat: 700 peso (ok. 70 zł).

– Dzieci (od 6 do 12 lat): 180 peso (ok. 18 zł).

Jeśli będziecie chcieli wrócić następnego dnia, za drugi dzień zapłacicie połowę ceny.

Osoby niepełnosprawne wchodzą za darmo.

Natomiast po stronie brazylijskiej zapłaciliśmy 64 reale (ok. 65 zł).

Pamiętajcie, że bilety możecie kupić wyłącznie wtedy, gdy macie przy sobie dowód osobisty lub paszport. Po obydwu stronach można płacić kartą lub gotówką (tylko w lokalnej walucie). Przy wejściu znajdują się bankomaty, ale ktoś mi opowiadał, że miał problem z wypłaceniem kasy. Lepiej weźcie ze sobą gotówkę, żebyście nie musieli wracać. Przed wyjazdem warto sprawdzić aktualne ceny na oficjalnych stronach: https://iguazuargentina.com/en/index (strona argentyńska) i http://www.cataratasdoiguacu.com.br/ (strona brazylijska).

W związku z tym, że 80% Wodospadu leży po stronie argentyńskiej zarezerwowaliśmy na nią cały dzień, natomiast na część brazylijską kilka godzin. Między obiema stronami kursuje autobus. Jazda trwa około godziny ze względu na konieczność przekroczenia granicy.

Podobno po stronie brazylijskiej za ok. 700 reali, czyli niecałe 700 zł od osoby można przelecieć się helikopterem i podziwiać ten cud natury z lotu ptaka. Niestety kiedy my dotarliśmy do miejsca odlotu było już za późno 🙁

Park Ptaków

Po stronie brazylijskiej jest też Park Ptaków, w którym zobaczycie tukany i mnóstwo innych tropikalnych ptaków 🙂 Część z nich jest niestety w zamknięciu, ale też wiele lata swobodnie i zachęca do robienia zdjęć. Zobaczcie sami:

Podsumowując

Iguazu Falls to prawdziwy sztos! Wyglądają spektakularnie nawet przy marnej pogodzie, dlatego polecam z całego serca! Jeśli zamierzacie zwiedzać je z dwóch stron, warto zacząć od brazylijskiej (oferuje panoramiczne widoki), po to by dopiero później, od strony argentyńskiej, zobaczyć je z bliska i poczuć ich siłę. My zrobiliśmy na odwrót, dlatego wiem, że opcja, którą Wam polecam jest lepsza 🙂 A jeśli już naprawdę musicie z różnych przyczyn wybrać jedną ze stron, to polecam argentyńską. Oferuje ona jednak bardziej ekscytujące doznania i na pewno będziecie zachwyceni 🙂

Spodobał Ci się ten wpis? Będę wdzięczna jeśli puścisz go dalej 🙂 Wielkie dzięki!