Karnawał w Rio de Janeiro

Odkąd pamiętam marzyłam, żeby polecieć na karnawał do Rio de Janeiro. Nie myślałam jak bardzo się… rozczaruję.

Już w podstawówce postanowiłyśmy z koleżanką każdego dnia odkładać 5 złotych, żeby w przyszłości wyjechać na karnawał do Rio. To było moje wielkie marzenie. Uwielbiałam oglądać relacje z tej największej na świecie imprezy i słuchać dźwięków samby. Zachwycałam się spektakularnymi strojami, platformami, ruchomymi, kolorowymi dekoracjami imitującymi budowle i posągi, na szczytach których znajdowały się orkiestry oraz tańczące w charakterystycznych, karnawałowych strojach tancerki. Wyobrażałam sobie rewelacyjną atmosferę na Sambodromie. A radosny tłum na trybunach entuzjastycznie śpiewał w moich myślach popularną w tamtych czasach piosenkę „Samba de Janeiro” zespołu Bellini 🙂 Nie śmiejcie się, przypominam, że to było w podstawówce 🙂

Rozczarowanie

Swoje marzenie zrealizowałam dopiero wiele lat później z moim mężem. I muszę przyznać już na początku, że mocno się… rozczarowałam. Tak jest chyba zawsze, gdy człowiek nastawi się na coś, wyidealizuje sobie jakieś wydarzenie czy miejsce. Na trybunach spodziewałam się roztańczonego, entuzjastycznie śpiewającego, radosnego tłumu… Uderzyła mnie cisza, słaba atmosfera, mega komercja i syf pozostawiony na końcu…

Po powrocie, pytana o wrażenia z Sambodromu, odpowiadałam znajomym, żeby nie marnowali kasy, że wystarczy, że obejrzą moje zdjęcia na FB i wyobrażą sobie, że przez godzinę, co godzinę, leci ta sama piosenka, która nudzi się już po 15 minutach…

Ale od początku…

Dojazd do Rio de Janeiro

Za 1800 zł od osoby kupiliśmy bilety na trasie Praga-Madryt-Sao Paulo w jedną stronę, a w drugą z Buenos Aires do Madrytu. Jak to zwykle z tanimi lotami bywa, wiązało się to z kilkugodzinnym oczekiwaniem na lotniskach, przesiadkami itd. Z Warszawy do Pragi pojechaliśmy Polskim Busem za ok. 80 zł od osoby, a z Madrytu kupiliśmy dodatkowy lot za ok. 160 zł od osoby. Wiem, wiem, są tacy ogarniacze promocji, co za 600 zł polecieli do Brazylii… Nas zadowalała nawet ta cena. Poza tym, gdy tylko zobaczyliśmy taki bilet, zaczęliśmy sobie wyobrażać jaką wspaniałą przygodą będzie przejechanie tych tysięcy kilometrów pomiędzy Sao Paulo w Brazylii a Buenos Aires w Argentynie. Możliwość zobaczenia po drodze chociaż niewielkiej części Paragwaju i Urugwaju również była bardzo kusząca.

Co założyć na podróż, kiedy u nas zimno, a tam upał…?

Karnawał jest w trakcie naszej zimy, dlatego trzeba pomyśleć o odpowiednim ubraniu na czas podróży. Tym bardziej, gdy wybiera się taki kombinowany transport… Jak wspominałam, jechaliśmy najpierw Polskim Busem do Pragi, gdzie musieliśmy przemieścić się z centrum na lotnisko, a lądowaliśmy w Madrycie, w którym mieliśmy spędzić kilka godzin. Nie chciało nam się dźwigać przez trzy tygodnie w upale zimowych kurtek, dlatego pod dresowe spodnie i bluzy założyliśmy odzież termiczną, która zajmowała później w plecaku zdecydowanie mniej miejsca. Polecam 🙂

Środki ostrożności 😉

Po wylądowaniu w Sao Paulo, odpuściliśmy sobie zwiedzanie tej betonowej dżungli i od razu ruszyliśmy do Rio. Przed podróżą naczytaliśmy się, jak bardzo niebezpiecznie tam będzie… W związku z tym na wszelki wypadek obrączki zostawiliśmy w domu, do plecaków spakowaliśmy ciuchy gorszej jakości, Grześ założył specjalny pasek, w którym ukryliśmy część gotówki, a ja przylegającą do ciała, niewidoczną pod koszulką cienką torebkę na dokumenty 🙂 Jakież było nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy w metrze masę ludzi, różnych narodowości, którzy na szyjach mieli zawieszone grube, złote łańcuchy, a w tylnych kieszeniach trzymali najnowszy model iPhone’a… Wyglądali i zachowywali się tak, jakby nie czytali tych samych artykułów co my 😉

„Nie jedźcie tam!”

Jednak lampka ostrzegawcza znowu zapaliła mi się na dworcu. Gdy pokazaliśmy jednemu z pracowników informacji turystycznej, gdzie jest nasz hostel i poprosiliśmy o wskazówki jak tam dotrzeć. Na jego twarzy zauważyłam mieszankę zdziwienia, przerażenia i miny mówiącej: „Nie jedźcie tam!”. Zamienił kilka zdań z kolegą, którego mina tylko potwierdziła moje najgorsze przypuszczenia. Zapytali nas, czy mamy jakąś alternatywę, ale chyba sami nie do końca w to wierzyli. W karnawale wszystkie miejscówki już od dawna były zajęte. W końcu jeden z nich, Adriano, powiedział, że za godzinę kończy pracę, a to miejsce jest po drodze do jego domu i, że lepiej będzie jak pojedziemy z nim. Wyglądał na bardzo przejętego, ale też godnego zaufania, dlatego postanowiliśmy przystać na jego propozycję. Oczywiście pojechaliśmy autobusem. Po historiach, których naczytałam się przed wyjazdem, nie wsiadłabym do żadnego samochodu z obcym kolesiem, przynajmniej w Brazylii.

Obskórny nocleg wśród fawel

Już w trakcie bukowania pokoju wiedzieliśmy, że nasz hostel będzie daleko od centrum, ale dopiero po drodze dowiedzieliśmy się, że niemal z każdej strony jest otoczony przez fawele… I mimo, że na każdym schodku prowadzącym do wejścia była inna flaga, to gdyby nie nasz towarzysz, mielibyśmy problem z dogadaniem się z recepcjonistą.

Ściany z blachy i atrapa zamiast okien

W pokoju, który miał max 2 m², panował mega zaduch, a zamiast klimatyzacji zobaczyliśmy tylko wiatrak. Jak się okazało i tak byłaby zbędna, ponieważ pomiędzy ścianami a sufitem była wolna przestrzeń, przez którą uciekałoby zimne powietrze. Poza tym, za ściany służyły kawałki blachy, a okna były atrapami. Pościel wyglądała tak, jakby przed nami spało w niej kilka osób… Od razu pożałowałam, że zbliżyłam nos do poduszki, bo tego zapachu już długo nie mogłam się pozbyć. W każdym razie pachniała tak, jak wyglądała. Wiedzieliśmy, że nie mamy wyboru i musimy tam zostać, dlatego postanowiliśmy się trochę znieczulić…

Piwo jak woda

Na szczęście okazało się, że blisko hostelu był bar, więc zaprosiliśmy Adriano na kilka browarków w podziękowaniu za pomoc.

Lokalsi, których tam poznaliśmy, stwierdzili, że piję piwo jak wodę… Fakt, że wydawało mi się dosyć słabe, ale też nie wiedzieli, jakie warunki czekały na mnie na górze… Za 300 zł za dobę! W miarę upojenia było mi coraz przyjemniej i gdyby nie to zdjęcie:

uznałabym, że przesadziłam z alkoholem… widząc małe dzieci na koniach w środku nocy w tak wielkim mieście 🙂

Strażnicy bezpieczeństwa

Muszę też przyznać, że czułam się tam bezpiecznie. Chyba ze względu na karnawał po ulicach ciągle krążyły wozy policyjne z długą bronią wystawioną za okna. Chociaż żal mi się zrobiło, gdy zobaczyłam czterech uzbrojonych po zęby policjantów, zatrzymujących zmierzającego do faweli ok. 12-letniego chłopca. Nie byłabym sobą gdybym nie chciała zainterweniować. Nie rozumiałam dlaczego podchodzą do niego z taką bronią skoro on ma na sobie tylko króciutkie spodenki i japonki. Gdzie niby miałby sobie coś schować? Na szczęście nie zdążyłam podejść, gdy po krótkiej wymianie zdań puścili go wolno, a my mogliśmy spokojnie pić browarki i rozmawiać z lokalsami. Alkohol spełnił swoją rolę i udało mi się zasnąć.

Następnego dnia udaliśmy się na Copacabanę i Ipanemę, a kolejnego na górę Corcovado, żeby z bliska zobaczyć jeden z nowych siedmiu cudów świata: 38-metrowy pomnik Chrystusa Odkupiciela. Możecie o tym przeczytać TU.

„Pif-paf”

Gdy szliśmy do kolejki, 100 metrów od naszego hostelu zobaczyliśmy taki widok na fawele:

Żeby zrobić to zdjęcie, Grześ wyjął na chwilę aparat z plecaka. Intuicyjnie wiedzieliśmy, że z takimi przedmiotami nie ma co się obnosić. Szczególnie w takiej okolicy, z dala od ludzi. W pewnym momencie podeszła do nas jakaś kobieta i z wielkim przejęciem zaczęła coś szybko mówić po portugalsku. Odpowiedziałam, że nie rozumiemy. Wtedy ona zrobiła z rąk pistolety i zaczęła powtarzać „pif-paf”, wskazując naprzemiennie na nas i na fawelę. Pokazaliśmy jej na migi, że nie chcemy tam iść i już chowamy aparat. Skinieniem głowy podziękowaliśmy za dobrą radę i trochę przestraszeni udaliśmy się na stację kolejki. Okolica była nieciekawa. Brudna i opustoszała.

Przez te 15 minut szłam z duszą na ramieniu, obawiając się najgorszego. Btw, pamiętajcie, żeby zawsze mieć w kieszeni trochę drobnych. Gdy was ktoś zaczepi zawsze można je oddać mówiąc, że więcej się nie ma. Podobno niektóre złodziejaszki zadowalają się nawet kilkoma monetami i idą dalej.

Lapa

Po drodze na Sambodrom, mijając poprzebieranych ludzi bawiących się na ulicach i w metrze, wybraliśmy się do Lapa, uznawanej za najbardziej rozrywkową dzielnicę miasta. Określa się ją także dzielnicą artystów, samby, ale też burdeli, handlarzy narkotyków, nędzy i morderstw… Generalnie kazano nam bardzo uważać.

Kiedy wesoły tłum tańczył sambę, pił caipirinhę, zarażał swoim entuzjazmem i radością życia, rozpętała się mega burza. Byliśmy w szoku jak szybko na ulicach pojawili się przedsiębiorczy sprzedawcy, oferując jednorazowe płaszcze przeciwdeszczowe i parasolki. 

Sambodrom

Na Sambodromie, czyli kilkusetmetrowej alei otoczonej trybunami, mieszczącymi nawet 90 tys. osób, pracownicy techniczni próbowali osuszyć drogę dla najlepszych, największych i najbardziej popularnych szkół samby, które za chwilę miały walczyć o zwycięstwo i udział w głównej paradzie.

Mega cisza i słaba atmosfera

Jak już wspominałam, na trybunach spodziewałam się roztańczonego, entuzjastycznie śpiewającego, radosnego tłumu… Uderzyła mnie m.in. mega cisza i słaba atmosfera.


Chociaż muszę przyznać, że niektórzy mieli ciekawe, przeciwdeszczowe rozwiązania. Takich czapeczko-parasolek jeszcze nie widziałam 🙂

Myślałam, że była spowodowana deszczem, ale jak przestało padać wcale się nie poprawiła. Może trochę, gdy na nasze trybuny przyszli Brazylijczycy, którzy skończyli prezentować swoje taneczne umiejętności. Oni radośnie nucili graną piosenkę i tańczyli, ale szybko sobie poszli.

A my, mimo, że znudziliśmy się występami na Sambodromie już po dwóch godzinach,  zostaliśmy do… rana! Cały czas oczekując na coś bardziej spektakularnego. Oczywiście tancerze i tancerki, misternie wykonane ruchome platformy i kreatywność twórców robiły na nas wrażenie, czasami nawet spore, ale to wszystko zdecydowanie lepiej wygląda w dwuminutowej relacji w TV niż przez kilka godzin na żywo.

A teraz kilka porad, dzięki którym nie popełnicie niektórych naszych błędów i będziecie mieli lepsze wspomnienia z Sambodromu 🙂

1. Nie kupujcie biletów przez standardowe strony, bo znacznie przepłacicie. Jak my…

Więcej info. w przedostatnim akapicie.

2. Nie kupujcie miejsc w początkowych ani ostatnich sektorach.

My akurat byliśmy w 5., czyli prawie na środku, ale gdy spojrzałam daleko w lewo, na początek, zauważyłam, że tancerze tylko rozgrzewają się, po to by z pełną werwą zacząć tańczyć dopiero tuż obok nas – z prawej strony – przy miejscu dla jury i dziennikarzy. Ostatnie sektory też nie są najlepsze, bo tancerze już są zbyt zmęczeni, by pokazać na co ich było stać przed sędziami.

3. Zatem pamiętajcie – najlepszy widok będziecie mieć, jeśli kupicie bilety na miejscówki w sektorach od 6 do 9.

Jednak ich cena będzie odpowiednio wyższa. Nie polecam tylko sektora 9., ponieważ jest przeznaczony dla turystów, a moim zdaniem w takim wydarzeniu lepiej brać udział wśród lokalsów.

4. Przyjdźcie dopiero ok. 2 w nocy 🙂

Szkoły prezentują swoje umiejętności w kolejności od najsłabszej do najlepszej, dlatego ten kto myśli, że wpadnie ok. 21 na 2-3 godzinki i przeżyje niezapomniane chwile, tak naprawdę nie zobaczy nic szczególnie interesującego. My byliśmy tam od 21 do samego końca, czyli do ok. 6. Cały czas mieliśmy nadzieję, że za chwilę wydarzy się coś, co porwie tłumy…  Ok. 2-3 nad ranem swoje umiejętności prezentowały coraz lepsze szkoły i zaczęło robić się ciekawiej, ale też bez żadnego mega szału. A później uznaliśmy, że skoro już tam byliśmy, to warto zostać do końca. Z pewnością dlatego mam takie negatywne odczucia… Przez tyle godzin zdążyłam się wynudzić! 🙂

5. Przyjdźcie prosto z imprezy.

Będziecie w bardziej rozrywkowym nastroju, zobaczycie lepsze szkoły i będziecie mieć fajniejsze wspomnienia.

Blocos

Niezależnie od tego czy kupicie bilety na Sambodrom czy nie, pamiętajcie, że fajniej, mniej komercyjnie i taniej możecie zabawić się w trakcie tzw. blocos, czyli ulicznych imprez, które odbywają się w każdej dzielnicy. Spotkacie tam miliony roztańczonych, roześmianych ludzi przebranych za smerfy, zakonnice, zwierzęta itp.

Jak tanio kupić bilet na Sambodrom?

My za nasz 5. sektor przepłaciliśmy. Aż wstydzę się napisać ile, ale z uwagi na to, że #nofilter nie dotyczy tylko zdjęć, to muszę przyznać się, że wydaliśmy 218 dolarów od osoby, czyli ok. 800 złotych.  Jak na Mądrego Po Szkodzie Polaka przystało, przeczytałam gdzieś później, jak można kupić bilety dużoooooo taniej. Otóż, należy napisać maila (najlepiej po portugalsku. Jak nie znacie, to od czego jest google tłumacz :)) do Total Acesso (suporte@totalacesso.com), firmy, która zajmuje się dystrybucją biletów, z prośbą o wygenerowanie numeru CPF (odpowiednik naszego PESELU) na podstawie załączonego skanu Waszego paszportu. Powinniście otrzymać numer, dzięki któremu będziecie mogli dokonać rezerwacji i kupić bilety bezpośrednio u oficjalnego dystrybutora. W najlepszych sektorach. Nawet 3 razy taniej. Bilety odbiera się osobiście w Rio.

Nie popełniajcie więc naszego błędu

i nie kupujcie biletów przez standardowe strony. A przynajmniej najpierw wypróbujcie tę opcję. My niestety nie zdążyliśmy jej przetestować, ale może chociaż ktoś z Was skorzysta 🙂 A jeśli ceny będą na maxa wygórowane, to, jak mówiłam moim znajomym, obejrzyjcie poniższe zdjęcia, wyobraźcie sobie, że co godzinę przez godzinę leci ta sama piosenka i… nie idźcie tam 😉

Reasumując

Cieszę się, że kolejne marzenie mam odhaczone i wiem jak jest 🙂 Poza tym, gdyby nie ta podróż na karnawał do Rio de Janeiro, nie przeżyłabym w trakcie jednej wyprawy tylu przygód. Nie tylko w Brazylii, ale też w Argentynie, Urugwaju i Paragwaju 🙂 Będziecie mogli przeczytać o nich już niebawem. I o ile na Sambodromie nie było szału, to samo Rio i uliczne imprezy na pewno są godne polecenia, dlatego absolutnie nikogo nie zniechęcam. Chętnie podzielę się radami odnośnie do planowania podróży, zakupu biletów itd. Przekonajcie się sami.

Spodobał Ci się ten wpis? Będę wdzięczna jeśli puścisz go dalej 🙂 Wielkie dzięki! 

A co po Rio? Przede wszystkim baaaardzo polecam wodospady Iguazu, które są na granicy Brazylii i Argentyny. Możecie o nich przeczytać TU: